Dobrosława z Poznania 

Byłam na kilku wyjazdach z Annapurną. Pierwszy raz pojechałam jako nastolatka na Mt Blanc- wtedy pierwszy raz miałam okazje spać w namiocie na śniegu. Zafascynowała mnie jako biologa tajemnicza i dzika Etiopia z jej endemiczną przyrodą. Orientalny Iran i jego owiany oparami siarki Damavend, zafascynowała Afrykańska przygoda na Kilimanjaro, nocny marsz przy śpiewie tragarzy pozostał mi w pamięci na zawsze. Myślę że sukces Annapurny wiąże się z doskonałymi prowadzącymi, wieloletnim doświadczeniem, starannym zaplanowaniem wyjazdów. Zarówno trekking jak i wspinaczki prowadzone są bardzo bezpiecznie a większość uczestników zdobywa szczyt.

Hania z Hamburga

Z „ Annapurna“ pojechałam pierwszy raz w 2007 roku na Kilimandżaro, trochę  „ z duszą na ramieniu“ bo z innymi biurami tego typu miałam różne doświadczenia i było FANTASTYCZNIE! Od tego czasu jest to moja ulubiona agencja, zwiedziłam dzięki nim Etiopię, weszłam między innymi na McKinleya, nie weszłam na Pik Lenina ( ale to nie z winy Anny Purny ;), zwiedziłam wraz z córką Peru i Iran (aktualnie Iranu nie polecam ale tez z innych względów) byłam w sumie na jedenastu wyjazdach i końca nie widać – pakuje się właśnie do Patagonii. Dlaczego z nimi? Ze względu na fajną atmosferę, ogólny luz, nie czuję się nigdy ubezwłasnowolniona, nigdy tylko uczestnikiem a zawsze partnerem, loty i dojazdy i sprawy organizacyjne są zawsze ze mną bardzo dokładnie omawiane i oczywiście, zawsze zdarzają się niespodziewane przygody które zawsze dobrze się kończa. Robert i Ania ( a także inni „ ojcowie i matki prowadzące“)  potrafią zintegrować grupę i stworzyć przefajną atmosferę w jakże różnych pięknych okolicznościach przyrody – i niepowtarzalnych – żeby zacytować „ Rejs“ o co aż się prosi, gdyż oboje mają cudowne i lekko abstrakcyjne poczucie humoru.

Kamil z Los Angeles

Chciałem serdecznie podziękować za ekspedycje na Denali !.

Wszystko odbyło się super, byłem bardzo zadowolony podczas całego wyjazdu.
Prowadzący spisał się na 6 z plusem, był cierpliwy, służył radą i pomocą, gdy
ktokolwiek tego potrzebował.

Wielkie dzięki za to!

Tomek z Chicago

Wyprawa jest najwięcej warta wtedy, gdy ma w sobie coś, czego nie można
kupić za żadne pieniądze.
Na treku po Patagonii, mojej pierwszej wyprawie z Annapurną, takich
bezcennych rzeczy było mnóstwo, a bajeczny urok miejsca, po którym
wędrowaliśmy, jedynie wzmacniał to wrażenie.
Po pierwsze, niezwykła klasa osobista i profesjonalna Ani,
organizatorki. Kompetencja, uśmiech nawet w stresowych sytuacjach,
nieskończona cierpliwość, inteligencja, poczucie humoru, wiedza, miłość
do gór, to tylko początek długiej listy.
Po drugie, jak wiadomo, łatwo o miejsca piękne i łatwo o miejsca
ekonomiczne. Ale każdy podróżnik wie, jak trudno o miejsca piękne i
ekonomiczne! Annapurna potrafi je znaleźć – noclegi pełne
nieoczekiwanych uroków, dalekie od luksusu, ale czarujące i unikatowe.
Podobnie z posiłkami.
Po trzecie, jak przekonałem się sam, ale też słyszałem od długoletnich
klientów  – Annapurna ma zwyczajnie szczęście! I tym razem, w miejscu
słynnym z paskudnej pogody, mieliśmy na 7 dni 2 godziny deszczu, a
resztę słońca.
Na koniec dodam, że piszę to z perspektywy człowieka, który od 30 lat
organizuje rodzinie i przyjaciołom wyjazdy – samodzielnie, detalicznie,
bez pomocy biur. Jechałem więc na moją pierwszą wyprawę-pakiet jako
niemały sceptyk . Wróciłem zachwycony.

Kasia z Gdyni 

Podczas realizacji projektu – „Za każdą chemię – jeden szczyt” nerwowo
szukałam możliwości wyjazdu na kolejne szczyty należące do pełnej Korony
Ziemi. Osoba, którą wspierałam otrzymywała chemię co 2 tygodnie, ja co 2/3
miesiące chciałam być na innym kontynencie zdobywając jego najwyższy
szczyt. Zdarzało się, że mniejsze szczyty zdobywałam szkoląc się w ten
sposób do wyższego celu. Myślę, że podczas wyjścia szkoleniowego na Visoką
(  wysokość 2565 m n p m ) w Tatrach Słowackich z Bogusiem M po raz
pierwszy usłyszałam o Klubie z Tych. Zanim poznałam Roberta pasował mi
termin wyjazdu na Kaukaz, a kiedy poznałam osobiście prowadzącego wyjazd
pasowało mi już wszystko. To, że niepozorny, ciepły, z przekornym uśmiechem
Gościu posiadł umiejętność opanowania niemałej grupy turystów w
różnicowanym stopniu świadomości ( typu: „gdzie ja jestem” i „co ja tutaj
robię” ) przekonałam się podchodząc do Skał Pastuchowa. To, że potrafi
wydobyć głośniejszy dźwięk, czyli wrzasnąć, zdumiona usłyszałam w Buenos
Aires. To była reakcja na oszustwo  miejscowego taksówkarza. Z Annapurną
każdy od profesora do listonosza  gra w jednej drużynie. Robertowi
zawdzięczam moją powtórną Aconcaguę. Dziś po raz pierwszy przyznaję się,
tak Robert miałeś rację, to były dużo za ciasne buty 😉 Czasami jest tak,
że znasz kogoś 20 lat i nic o nim nie wiesz, u Rozmusów jest inaczej znasz
ich 5 minut a „czułość” pozostaje na wieki. Dziś już moja trekkingowa
aktywność zmalała, ale jeśli jeździć i eksplorować nieznane to polecam u
boku Ani i Roberta.  Z wyjazdów pozostały najlepsze przyjaźnie. Dziękuję ❤